Nadpłacić kredyt czy zainwestować? Zwiększyć poduszkę finansową czy wpłacić pieniądze na IKE? A może po prostu trzymać wolne środki na koncie?
Problem w tym, że każdą złotówkę możemy wykorzystać tylko raz. Dlatego w budowaniu majątku nie wystarczy wiedzieć, co warto robić. Trzeba jeszcze wiedzieć, w jakiej kolejności do tego podejść.
W dzisiejszym wpisie pokażę pięć stopni, według których sam układałbym finansowe priorytety — od pierwszej regularnej nadwyżki aż po zarządzanie dużym majątkiem.
Tempo budowania majątku
Budując majątek, zacząłbym od ustalenia kwoty, którą jestem w stanie odkładać nie przez jeden czy dwa miesiące, ale przez dłuższy okres czasu. Bo właśnie ta powtarzalna nadwyżka będzie paliwem do wszystkiego, co zrobimy później.
Załóżmy, że zarabiasz 8 tysięcy złotych netto i jesteś w stanie regularnie odkładać 1000 złotych. To 12 tysięcy złotych rocznie, które możesz przeznaczyć na poduszkę finansową, spłatę zobowiązań albo inwestycje.

Jeżeli z czasem zwiększysz tę kwotę do 1500 złotych, do dyspozycji masz już 18 tysięcy rocznie. Na początku drogi to właśnie dodatkowe wpłaty lub oszczędności mogą mieć znacznie większy wpływ na tempo budowania kapitału niż próba wyciśnięcia z Twoich inwestycji każdej złotówki.
Dlatego zanim zacząłbym optymalizować portfel, przyjrzałbym się właśnie własnej stopie oszczędności. Nie chodzi o to, żeby maksymalnie ograniczać wszystkie wydatki. Warto raczej znaleźć poziom, który da się utrzymać przez długi czas bez poczucia, że całe życie podporządkowujemy oszczędzaniu.
Co ważne, możliwości zwiększania nadwyżki nie kończą się na wydatkach. Z czasem Twoje dochody również będą rosły. Podwyżka o 1000 złotych nie musi oznaczać, że od kolejnego miesiąca wydajemy o 1000 złotych więcej. Jeżeli część wzrostu wynagrodzenia zacznie zasilać naszą nadwyżkę, wraz z rozwojem kariery może rosnąć również tempo budowania majątku. Jak zbudować majątek ze zwykłej pensji?
Zbuduj odporność finansową
Zanim Twoja nadwyżka zacznie pracować na przyszłość, część pieniędzy powinna zabezpieczyć chwilę obecną. Bo nawet dobrze zbudowany portfel inwestycyjny niewiele pomoże, jeżeli przy pierwszym większym nieplanowanym wydatku będziemy musieli pozbywać się aktywów.
Właśnie w ten sposób patrzę na poduszkę finansową. Nie oczekuję od niej wysokiej stopy zwrotu. Jej zadaniem jest zapewnienie płynności i bezpieczeństwa. Jeżeli przez kilka miesięcy spadają mi dochody albo pojawia się duży wydatek, nie muszę od razu zmieniać całego planu finansowego.
Nie szukałbym przy tym jednej magicznej liczby odpowiedniej dla wszystkich. Osoba z niewielkimi kosztami, stabilnym zatrudnieniem i bez osób na utrzymaniu może potrzebować innej rezerwy niż ktoś prowadzący działalność, utrzymujący rodzinę i spłacający kredyt. Dla mnie lepszym pytaniem jest: jak długo moje finanse poradzą sobie, jeżeli jutro przestanie pojawiać się regularny dochód?

Jest jednak również druga strona tego podejścia. Poduszka nie powinna rosnąć bez końca tylko dlatego, że pieniądze na koncie dają nam poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli ustalę, że potrzebuję rezerwy odpowiadającej na przykład sześciu miesiącom kosztów życia i osiągnę ten poziom, kolejne nadwyżki mogą już pracować na inne cele. Inaczej łatwo stworzyć bardzo bezpieczne finanse na najbliższe miesiące, ale jednocześnie przez lata trzymać zbyt dużą część majątku w gotówce.
W tym samym miejscu uporządkowałbym również drogie zobowiązania. Jeśli płacimy kilkanaście procent od kredytu konsumpcyjnego albo miesiącami utrzymujemy zadłużenie na karcie, spłata takiego długu może być bardziej racjonalnym wykorzystaniem wolnych środków niż dokładanie kolejnych pieniędzy do portfela.
Ale celowo mówię o drogim długu, a nie o każdym długu. Sam mam obecnie milion złotych kredytu hipotecznego i jednocześnie staram się nadal inwestować. Nie zamierzam czekać do momentu, w którym za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat saldo kredytu spadnie do zera.
Wykorzystaj przewagi
Kiedy finanse są już zabezpieczone, łatwo przejść do pytania: w co inwestować? Ja wcześniej sprawdziłbym jeszcze jedną rzecz — w jakiej formie najlepiej inwestować, bo czasami konstrukcja, z której korzystamy, daje większą przewagę niż wybór konkretnego instrumentu.
Najprostszym przykładem są pracownicze plany kapitałowe. Część pieniędzy wpłacamy sami, ale do oszczędności dokłada się również pracodawca, a po spełnieniu odpowiednich warunków dochodzą dopłaty państwa. Dlatego przed rezygnacją z takiego rozwiązania warto policzyć nie tylko własną wpłatę, ale całość korzyści, które utracimy.
Dalej mamy konta emerytalne IKE i IKZE. Same w sobie nie są inwestycjami — to konstrukcje, w ramach których możemy inwestować, nie płacąc podatków od zysków kapitałowych. W IKZE dodatkową korzyścią może być odliczenie wpłat od podstawy opodatkowania. Pieniądze zdeponowane na tych kontach są prywatne i w pełni dziedziczne.
Od 2027 roku do tej układanki dojdzie jeszcze OKI, czyli Osobiste Konto Inwestycyjne, które ma pozwolić inwestować do 100 tysięcy złotych bez podatku Belki. To kolejny przykład, dlaczego zanim wybierzemy konkretny ETF czy obligacje, warto sprawdzić, w jakiej formie najbardziej opłaca się je trzymać.
Każda z tych opcji, wliczając także standardowe konto maklerskie, działa na trochę innych zasadach. Część z nich ogranicza dostęp do pieniędzy, ale premiuje długi horyzont. Korzyść podatkowa ma znaczenie, ale nie powinna przesłaniać celu, dla którego odkładamy.
Pieniądze przeznaczone na emeryturę i środki, których możemy potrzebować za trzy lata, nie muszą trafiać w to samo miejsce. Najpierw sprawdziłbym, który wariant ma największą wartość w mojej sytuacji, a dopiero później zdecydował, ile pieniędzy skierować do każdego z tych rozwiązań.
Zbuduj system inwestowania
Kiedy już wiem, ile mogę odkładać, mam zabezpieczenie finansowe i wybrałem odpowiednie miejsce dla swoich inwestycji, potrzebuję jeszcze strategii, którą będę w stanie realizować przez wiele lat.
I nie zaczynałbym od wyboru konkretnego ETF-u. Najpierw określiłbym cel i czas, jaki mam na jego realizację. Później poziom ryzyka, który jestem gotowy zaakceptować, i dopiero na tej podstawie podział pieniędzy pomiędzy różne klasy aktywów. Konkretne ETF-y, obligacje czy akcje są ostatnim elementem tej układanki, a nie pierwszym.
Dobrym przykładem jest mój Portfel 800+. Od 15 miesięcy inwestuję w nim 800 zł miesięcznie z myślą o przyszłości mojej córki. Połowę portfela stanowią obligacje skarbowe, dużą część ETF na indeks S&P 500, a pozostałą kwotę zostawiam na spółki dywidendowe.

Przez ten czas wpłaciłem 12 tysięcy złotych, a wartość portfela przekroczyła 13 200 złotych. Sam wynik nie jest jednak najważniejszą rzeczą w tym przykładzie. Znacznie bardziej cenię to, że nie muszę co miesiąc wymyślać swojej strategii od nowa.
Wiem, ile pieniędzy trafia do portfela i jak docelowo chcę je dzielić. Nie muszę więc przy każdej wpłacie odpowiadać sobie na pytanie, czy giełda jest teraz za droga, czy powinienem poczekać na korektę albo który rynek będzie najlepszy przez następne pół roku. Jeżeli jedna część portfela rośnie szybciej od pozostałych, kolejnymi wpłatami mogę stopniowo przywracać założone proporcje.

Taki system nie oznacza oczywiście, że strategii nigdy nie zmieniamy. Powód zmiany powinien jednak wynikać raczej z naszej sytuacji — zmiany celu, horyzontu czy tolerancji ryzyka — niż z tego, że przez ostatnie trzy miesiące jedna klasa aktywów radziła sobie lepiej od pozostałych.
I właśnie po to potrzebny jest mi system. Nie po to, żeby przewidzieć przyszłość, ale żeby ograniczyć liczbę decyzji, które będę musiał podejmować pod wpływem bieżących wydarzeń.
Większy majątek
Pierwsze cztery stopnie pozwalają przede wszystkim zbudować mechanizm gromadzenia kapitału. Ale z czasem pieniądze, które już odłożyliśmy, zaczną mieć coraz większy wpływ na majątek niż kolejne wpłaty.
Przy portfelu wartym 20 tysięcy złotych ruch rynku o 1% oznacza zmianę wartości o 200 złotych. Jeśli w tym samym czasie dokładamy 1000 złotych miesięcznie, nowe wpłaty wciąż bardzo szybko zmieniają wielkość całego portfela. W ciągu roku dołożymy 12 tysięcy, czyli równowartość aż 60% jego początkowej wartości.
Przy milionie złotych sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Te same 12 tysięcy rocznych wpłat odpowiada już tylko 1,2% wartości portfela. Jednocześnie ruch rynku o zaledwie 1% oznacza 10 tysięcy złotych różnicy, a spadek o 20% to 200 tysięcy złotych.
Przy niewielkim portfelu dużą część straty jesteśmy w stanie stosunkowo szybko uzupełnić nowymi wpłatami. Przy dużym majątku staje się to znacznie trudniejsze. Jeżeli milionowy portfel straci 200 tysięcy złotych, dokładanie 1000 złotych miesięcznie nie jest w stanie go odbudować. Wraz ze wzrostem kapitału coraz większego znaczenia nabiera więc nie tylko potencjalny zwrot, ale również kontrola ryzyka i ochrona tego, co już zgromadziliśmy.
Nie oznacza to nagłego przejścia wyłącznie w bezpieczne aktywa. Chodzi o zmianę proporcji między dwoma źródłami wzrostu. Na początku ogromną część wyniku tworzymy własnymi wpłatami. Z czasem coraz większą pracę wykonuje sam portfel, a konsekwencje jego struktury stają się bardziej odczuwalne.
Dlatego przy większym majątku coraz ważniejsze są udział poszczególnych aktywów, podatki, płynność, koncentracja ryzyka czy regularny rebalancing. Jeżeli połowę naszego majątku stanowi nieruchomość albo duży pakiet akcji jednej spółki, kolejna inwestycja nie powinna być oceniana wyłącznie przez pryzmat potencjalnej stopy zwrotu. Trzeba poddać analizie ryzyka dla całego majątku.
Sam jestem dzisiaj w podobnym miejscu. Mam środki zgromadzone na IKZE, PPK, a jednocześnie spłacam duży kredyt hipoteczny. Po zakupie domu moja poduszka finansowa siłą rzeczy mocno się skurczyła. I to dobrze pokazuje, że tych pięciu stopni nie przechodzimy tylko raz.
Nasza sytuacja finansowa cały czas się zmienia i czasami trzeba wrócić do elementu, który wcześniej mieliśmy już dobrze poukładany. Dzisiaj jednym z moich priorytetów jest więc ponowne zwiększenie rezerwy finansowej. Za kilka lat najsłabszym punktem może być coś zupełnie innego.
Dlatego wraz ze wzrostem majątku coraz częściej zadaję sobie nie tylko pytanie, gdzie powinna trafić kolejna złotówka, ale również: co jest dzisiaj najsłabszym elementem moich finansów? Bo to właśnie jego wzmocnienie może być w danym momencie ważniejsze niż znalezienie kolejnej dobrej inwestycji.
Po kolei
Nie buduj swojego majątku chaotycznie. Nie próbuj robić wszystkiego jednocześnie. Najpierw skoncentruj się na nadwyżce, później zwiększ odporność finansową, wykorzystaj dostępne przewagi i zbuduj system inwestowania. A kiedy majątek zaczyna rosnąć, coraz więcej uwagi poświęcałbym już nie tylko jego powiększaniu, ale również temu, jak jest zbudowany i jakie ryzyko generuje.







