obligacje 5

Które obligacje skarbowe warto kupić w II połowie 2026?

Które obligacje warto dziś kupić? To z pozoru proste pytanie, ale odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna.

Jeżeli jedna osoba zbiera na wkład własny na mieszkanie za trzy lata, druga buduje poduszkę bezpieczeństwa, a trzecia odkłada na emeryturę, to każda z nich prawdopodobnie powinna wybrać inny instrument.

Warto więc spojrzeć na obligacje nie przez pryzmat jednego „najlepszego” rozwiązania, ale przez cel, któremu mają służyć nasze pieniądze.

W dzisiejszym wpisie przyjrzyjmy się temu, co zmieniło się na rynku obligacji od początku roku, jak wygląda mój własny portfel obligacyjny oraz które obligacje skarbowe mają obecnie największy sens.

Co zmieniło się od początku roku?

Kiedy na początku roku analizowałem obligacje skarbowe, dominował jeden scenariusz. Inflacja miała dalej spadać, a wraz z nią również stopy procentowe. W takim otoczeniu wielu inwestorów zaczęło zakładać, że najlepszy okres dla obligacji może powoli dobiegać końca. Skoro według założeń inflacja wracała do celu Narodowego Banku Polskiego, część osób mogła dojść do wniosku, że nie ma już większego sensu zamrażać pieniędzy w obligacjach.

Pierwsza połowa 2026 roku pokazała jednak, że sytuacja makroekonomiczna i geopolityczna pozostaje bardzo dynamiczna.

Owszem, inflacja jest dziś zdecydowanie niższa niż dwa czy trzy lata temu, ale w ostatnich miesiącach proces jej spadku wyraźnie wyhamował. W marcu inflacja bazowa wyniosła 3%, a w kolejnych miesiącach była jeszcze wyższa. W kwietniu osiągnęła 3,2% rok do roku, a w maju 3,1%.

zrzut ekranu 2026 06 13 o 22.47.52

Nie są to wartości alarmujące, ale pokazują, że droga do celu inflacyjnego na poziomie 2,5% może być znacznie dłuższa, niż jeszcze niedawno zakładano.

Dodatkowo pojawił się czynnik, którego jeszcze kilka miesięcy temu praktycznie nikt nie uwzględniał w swoich prognozach. Konflikt na Bliskim Wschodzie ponownie skierował uwagę inwestorów na ceny energii, gazu i ropy naftowej. W praktyce oznacza to ryzyko wyższych kosztów transportu, produkcji oraz wyższych cen żywności.

To właśnie dlatego wielu ekonomistów i instytucji finansowych zaczęło podnosić swoje prognozy inflacyjne na kolejne lata. Jeszcze niedawno Bank PKO BP zakładał, że średnioroczna inflacja w 2026 roku wyniesie 2,8%. Dziś prognoza została podniesiona do 3,3%, a analitycy wskazują, że dalsza eskalacja konfliktu może oznaczać kolejne rewizje.

Oczywiście nie oznacza to, że właśnie taki scenariusz się zrealizuje. Prognozy ekonomiczne mają to do siebie, że bardzo często się zmieniają. Przyszła inflacja i oprocentowanie obligacji nadal pozostają jedną z największych niewiadomych dla inwestorów.

I właśnie dlatego temat obligacji skarbowych pozostaje dziś równie aktualny jak kilka miesięcy temu.

Mój portfel obligacyjny

Zanim przejdziemy do analizy konkretnych obligacji, warto pokazać, jaką rolę pełnią one w moim własnym portfelu.

W moim przypadku obligacje nie mają konkurować z akcjami. Nie kupuję ich po to, żeby pobić globalny rynek czy wybraną spółkę technologiczną. Ich zadaniem jest coś zupełnie innego.

Mają zapewniać stabilność i przewidywalność.

W październiku 2025 roku kupiłem rodzinne obligacje ROD za 50 tysięcy złotych. Była to decyzja podejmowana z myślą o długim terminie. Nie kierowałem się tym, jak inflacja będzie wyglądała za kilka kwartałów ani próbą osiągnięcia jak najlepszego wyniku w najbliższym roku. Zależało mi przede wszystkim na zabezpieczeniu części kapitału na ponad dekadę przy wykorzystaniu jednej z najwyższych dostępnych marż ponad inflację, wynoszącej 2,5 punktu procentowego.

zrzut ekranu 2026 06 13 o 22.49.42

Równolegle od lipca 2025 roku regularnie dokupuję obligacje EDO w ramach konta IKE-Obligacje. W moim przypadku jest to 400 zł miesięcznie pochodzące z portfela 800+.

zrzut ekranu 2026 06 13 o 22.50.35

To dobry przykład, że budowanie pozycji w obligacjach nie wymaga jednorazowej wpłaty dużej kwoty. W długim terminie znacznie większe znaczenie mają systematyczność, konsekwencja oraz efekt procentu składanego.

Obie te decyzje łączy wspólny mianownik — wykorzystanie czasu jako sprzymierzeńca inwestora.

W przypadku obligacji ROD świadomie zaakceptowałem niższą płynność w zamian za bardzo solidną ochronę przed inflacją. Z kolei regularne zakupy EDO przypominają budowanie portfela emerytalnego krok po kroku, bez pośpiechu i bez prób przewidywania sytuacji rynkowej.

Dodatkową korzyścią takiego podejścia jest rozłożenie zakupów w czasie. Dzięki comiesięcznym wpłatom termin wykupu poszczególnych obligacji przypada w różnych miesiącach, co w przyszłości pozwoli otrzymywać środki z zapadających obligacji stopniowo, a nie jednorazowo.

I właśnie dlatego zamiast odpowiadać na pytanie „która obligacja jest najlepsza”, znacznie lepiej odpowiedzieć na pytanie: „do czego mają służyć moje pieniądze?”

Które obligacje mają dziś największy sens?

Zacznijmy od inwestorów, którzy przede wszystkim cenią sobie płynność.

Jeżeli budujecie poduszkę bezpieczeństwa albo odkładacie środki, które mogą być potrzebne w ciągu najbliższego roku, największy sens mają dziś obligacje krótkoterminowe.

Trzymiesięczne OTS oferują obecnie oprocentowanie stałe na poziomie 2%. Nie jest to rozwiązanie dla osób szukających wysokich zysków. Ich zadaniem jest przede wszystkim bezpieczne przechowanie kapitału przez krótki okres. Można traktować je jako alternatywę dla rachunku oszczędnościowego lub krótkiej lokaty.

Podobnie wyglądają obligacje roczne ROR. Tutaj oprocentowanie powiązane jest ze stopą referencyjną NBP. To rozwiązanie dla osób, które chcą zachować dużą elastyczność i jednocześnie mieć oprocentowanie zależne od poziomu stóp procentowych.

zrzut ekranu 2026 06 13 o 22.51.32

Nieco ciekawiej robi się przy obligacjach dwuletnich DOR oraz trzyletnich TOS. To rozwiązania dla osób, które wiedzą, że pieniądze nie będą potrzebne natychmiast, ale jednocześnie nie chcą zamrażać ich na bardzo długi okres.

Szczególnie interesujące pozostają trzyletnie obligacje TOS z oprocentowaniem na poziomie 4,4%. Dla wielu inwestorów ich największą zaletą jest prostota. Z góry wiadomo, ile wyniesie oprocentowanie przez cały okres inwestycji, dzięki czemu łatwo oszacować przyszły wynik. Nie trzeba zastanawiać się nad inflacją ani decyzjami Rady Polityki Pieniężnej.

Bardzo ciekawym kompromisem pozostają również obligacje czteroletnie COI. W pierwszym roku oferują oprocentowanie na poziomie 4,75%, a następnie zależą od inflacji powiększonej o marżę wynoszącą 1,5 punktu procentowego.

To właśnie ten rodzaj obligacji bardzo często przychodzi mi do głowy, gdy myślę o osobach odkładających na wkład własny do mieszkania. Jeżeli ktoś planuje zakup nieruchomości za trzy, cztery czy pięć lat, obligacje czteroletnie bardzo dobrze wpisują się w taki cel. Z jednej strony dają szansę na ochronę kapitału przed inflacją, z drugiej nie wymagają zamrażania środków na dekadę.

Zupełnie inną kategorią są obligacje dziesięcioletnie EDO.

Tutaj przestajemy myśleć o najbliższych kilku latach, a zaczynamy patrzeć długoterminowo. W pierwszym roku oferują one oprocentowanie na poziomie 5,35%, które następnie jest indeksowane o inflację powiększoną o marżę wynoszącą 2 punkty procentowe.

To rozwiązanie dla osób budujących kapitał emerytalny oraz wszystkich tych, którzy chcą pozwolić procentowi składanemu działać przez bardzo długi czas.

Na końcu oferty znajdują się obligacje rodzinne ROS i ROD przeznaczone dla beneficjentów programu 800+.

Mam wrażenie, że wciąż mówi się o nich zdecydowanie za mało. A szkoda, bo dla rodziców regularnie odkładających środki dla dzieci są to jedne z najciekawszych obligacji dostępnych w całej ofercie detalicznej Skarbu Państwa. Mają stosunkowo wysokie oprocentowanie — zwłaszcza obligacje dwunastoletnie — a ich limit kumuluje się z czasem.

Ile zarobi 10 000 zł?

Spójrzmy teraz na konkretne liczby, bo to one najlepiej pokazują różnice pomiędzy poszczególnymi obligacjami.

Przygotowałem zestawienie dla kwoty 10 tysięcy złotych. Wszystkie wartości oznaczają realny zysk po potrąceniu podatku Belki. Dla obligacji indeksowanych inflacją przyjąłem inflację na poziomie 3%.

To zestawienie bardzo wyraźnie pokazuje, że czas trwania inwestycji ma ogromne znaczenie dla końcowego wyniku.

zrzut ekranu 2026 06 13 o 22.52.17

Przy najkrótszych obligacjach trzymiesięcznych zarobicie około 40 złotych. Trudno oczywiście mówić tutaj o budowaniu majątku. To raczej alternatywa dla trzymania gotówki na rachunku bankowym niż realny sposób na pomnażanie kapitału.

Obligacje roczne pozwalają wypracować około 324 złotych zysku, natomiast dwuletnie około 672 złote. Nadal są to rozwiązania nastawione przede wszystkim na bezpieczeństwo i elastyczność.

Ciekawiej robi się jednak w środkowej części tabeli, gdzie możemy porównać trzyletnie obligacje TOS i czteroletnie COI.

Trzyletnie obligacje stałoprocentowe pozwalają zarobić około 1117 złotych. Z kolei obligacje czteroletnie wypracowują około 1478 złotych.

Różnica nie jest aż tak duża, jak mogłoby się wydawać po dodatkowym roku inwestycji.

Powód jest bardzo prosty.

W obligacjach trzyletnich działa pełna kapitalizacja odsetek. Każda wypracowana złotówka pozostaje w inwestycji i pracuje dalej. W obligacjach czteroletnich odsetki wypłacane są co roku. Otrzymujemy więc regularny dochód, ale jednocześnie tracimy część efektu procentu składanego.

zrzut ekranu 2026 06 13 o 22.53.03

To bardzo ciekawy przykład pokazujący, że nie zawsze dłuższy okres inwestycji automatycznie oznacza proporcjonalnie wyższy zysk. Czasami ogromne znaczenie ma sam mechanizm naliczania odsetek.

Prawdziwa przepaść pojawia się jednak przy obligacjach dziesięcioletnich i dwunastoletnich.

Tutaj 10 tysięcy złotych potrafi wypracować od około 5 tysięcy do ponad 7 tysięcy złotych czystego zysku. W przypadku najdłuższych obligacji końcowa wartość inwestycji jest o ponad połowę większa od wpłaconego kapitału.

zrzut ekranu 2026 06 13 o 22.53.26

Dzieje się tak dzięki połączeniu dwóch elementów. Po pierwsze wyższej marży ponad inflację. Po drugie procentu składanego, który działa przez wiele lat.

W długim terminie marża oraz sposób naliczania odsetek są znacznie ważniejsze niż oprocentowanie oferowane w pierwszym roku inwestycji. To właśnie dlatego przy inwestowaniu na 10 czy 12 lat matematyka zaczyna działać na korzyść cierpliwego inwestora.

Dlaczego obligacje są dziś niedoceniane?

Mam wrażenie, że wiele osób nadal ignoruje obligacje skarbowe, mimo że dla części oszczędności mogą być naprawdę bardzo sensownym rozwiązaniem.

Dlaczego?

Po pierwsze nie jest to produkt giełdowy. Nie trzeba codziennie patrzeć na notowania i zastanawiać się, ile kapitału będziemy mieć za tydzień, miesiąc czy rok.

Po drugie ogromną zaletą obligacji jest wygoda. Nie trzeba polować na promocje bankowe co kilka miesięcy. Nie trzeba spełniać dodatkowych warunków, takich jak liczba transakcji kartą czy wpływy na konto. Kupujemy obligacje i pozwalamy pieniądzom pracować.

Warto również pamiętać o IKE i IKZE. Wielu inwestorów kojarzy te rachunki emerytalne głównie z ETF-ami czy funduszami inwestycyjnymi, ale mogą być w ich ramach kupowane również obligacje.

zrzut ekranu 2026 06 13 o 22.54.01

W długim terminie ograniczenie lub całkowite uniknięcie podatku od zysków kapitałowych może dodatkowo zwiększyć końcowy wynik inwestycji.

Podsumowanie

Niezależnie od tego, czy część swoich oszczędności trzymacie na nieprzewidziane wydatki, planujecie większy zakup w przyszłości czy po prostu budujecie długoterminowy majątek, obligacje skarbowe mogą być bardzo wartościowym elementem portfela.

Najważniejsze nie jest jednak znalezienie „najlepszej” obligacji. Znacznie ważniejsze jest dopasowanie instrumentu do celu, horyzontu czasowego i własnych potrzeb.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *