Buduję portfel o wartości 1 000 000 zł na emeryturę. I od ostatniego odcinka w listopadzie zeszłego roku sporo się zmieniło. Nie tylko w moim portfelu, ale też na rynkach.
Były decyzje trafione, były też takie, które wymagały korekty. I dokładnie o tym będzie ten wpis.
Pokażę Ci, jak dziś wygląda mój portfel, co sprzedałem, jakie walory kupiłem i dlaczego. A na koniec powiem kilka słów o dywersyfikacji, która jest ważniejsza niż trafienie w jedną „idealną” spółkę.
Rynki – dużo szumu, mało pewności
Obecne otoczenie rynkowe jest pełne sprzecznych sygnałów. Z jednej strony mamy wciąż bardzo silną narrację wokół sztucznej inteligencji i dalszego wzrostu amerykańskich spółek technologicznych. Z drugiej strony utrzymującą się niepewność dotyczącą stóp procentowych oraz napięcia geopolityczne, które bujają giełdą, niczym łódką w czasie sztormu.
Dodatkowo część aktywów, takich jak złoto – po bardzo mocnym rajdzie – nie zachowuje się w sposób tradycyjny. Przy aktywnym konflikcie na Ukrainie, nowej wojnie na Bliskim Wschodzie i dalszych napięciach na linii USA–Chiny – złoto zaliczyło ostry spadek od szczytu. Jak w takim razie inwestować, gdzie szukać safe heaven i czy można w ogóle mówić o bezpiecznej przystani dla inwestorów w takim otoczeniu geopolitycznym?

Naturalną reakcją inwestorów jest szukanie scenariuszy rozwojów sytuacji i pozycjonowanie się pod przyszłe rozstrzygnięcia na arenie międzynarodowej. Innymi słowy – próbujemy zgadywać, w którą stronę zawieje wiatr.
To błąd.
Ja nie próbuję przewidywać rynku. Nie wiem, co wydarzy się w najbliższych dniach, miesiącach ani latach. Nikt tego nie wie. Ani Warren Buffet, ani sąsiadka spod trójki, ani Twój kumpel, który zainwestował pół roku temu w pewniaka z New Connect i zarobił 20 procent. Skupiam się na tym, na co mam realny wpływ – czyli na strukturze portfela, poziomie ryzyka i konsekwencji w realizacji mojej własnej strategii.
Założenia portfela
Mój cel pozostaje dokładnie taki sam – 1 000 000 zł w portfelu emerytalnym do 2035 roku.
Planuję regularne i najlepiej rosnące dopłaty do portfela w wysokości na ten moment do 40 000 zł rocznie. Chcę w pełni wykorzystywać limity IKZE na kontach swoim i żony oraz w miarę możliwości wpłacać na konto IKE. To jest fundament całego planu – systematyczne wpłaty, które w połączeniu z rynkiem budują kapitał.
Inwestuję wyłącznie przez konta emerytalne, ponieważ optymalizacja podatkowa w długim terminie ma ogromne znaczenie. Brak podatku Belki oraz możliwość odliczenia od dochodu wpłat na IKZE to realna przewaga, która przekłada się na wynik końcowy.

Struktura portfela również się nie zmienia. Mój plan to posiadanie 80% portfela w akcjach, a 20% w obligacjach. Nie jest to proporcja przypadkowa – pozwala utrzymać wysoki potencjał wzrostu, a jednocześnie ograniczyć zmienność i ryzyko podejmowania błędnych decyzji w trudnych momentach. Zakładam średnioroczny wzrost wartości inwestycji w przedziale 8–10% rocznie.
Obligacje – funkcja, nie wynik
A teraz przejdźmy do portfela. Część obligacyjna to oaza spokoju. W październiku kupiłem 500 obligacji ROD w ramach programu 800+.

Obligacje w moim portfelu pełnią przede wszystkim funkcję stabilizującą. Ich oprocentowanie opiera się na dwóch elementach: 6,25% w pierwszym roku oraz marży 2,5% powiększonej o inflację w kolejnych latach. Dzięki temu skutecznie chronią kapitał przed utratą wartości i częściowo równoważą ryzyko wynikające z inwestycji w akcje.
To instrumenty gwarantowane przez państwo, które nie podlegają codziennym wahaniom rynku. W praktyce oznacza to większy spokój dla inwestora i mniejszą podatność na emocjonalne decyzje w momentach, gdy na giełdzie robi się nerwowo.
Same obligacje oczywiście się nie zmieniły przynosząc mi stabilny zysk. Zmieniło się natomiast ostatnio otoczenie. Od tego miesiąca oprocentowanie nowych emisji obligacji spadło, co na pierwszy rzut oka obniża ich atrakcyjność. Obecnie obligacje ROD w 1 okresie odsetkowym dadzą zarobić 5,6%. To jest moment, w którym wielu inwestorów może zacząć kwestionować sens ich posiadania.
Dla mnie od początku celem obligacji nie jest maksymalizacja zysku, a zwiększenie równowagi portfela. Obligacje:
- stabilizują portfel
- chronią kapitał
- pomagają utrzymać spokój
Limit zakupu obligacji ROD jest ściśle powiązany z kwotą świadczenia 800+, a wcześniej 500+. Zostało mi dość sporo ROD-ów do wykupienia, ponieważ program działa wstecz, a obligacje się kumulują. Na pewno będę kontynuował zakupy, choć obecnie nie mam za bardzo za co;).

ETF – uproszczenie, które ma sens
W części akcyjnej portfela doszło do dużych zmian. Po wcześniejszej sprzedaży dużego pakietu spółki Kruk oraz po wpłynięciu dywidend miałem do dyspozycji 56 000 zł. To był moment, w którym mogłem „zresetować” niektóre decyzje i uporządkować portfel.

Zacząłem od ETF-ów. Brałem jedynie pod uwagę ETF-y o charakterze globalnym z największą możliwą dywersyfikacją. Po analizie zdecydowałem się na zakup ETF-u od Vanguarda pod nazwą FTSE All-World – ticker VWCE. Wydałem na niego na początek 9 500 zł. To ETF, który obejmuje kilka tysięcy spółek z całego świata i w praktyce pozwala „kupić globalną gospodarkę” jednym instrumentem.

Rozważałem również mocno iShares MSCI ACWI, który opiera się na podobnych zasadach. Ostateczna decyzja o ETF-ie Vanguardwynikała z kilku czynników.
- Po pierwsze, Vanguard jest minimalnie tańszy, co przy inwestowaniu długoterminowym ma znaczenie.
- Po drugie, obejmuje większą liczbę spółek, co zwiększa poziom dywersyfikacji.
- Po trzecie, ma mniejszą ekspozycję na rynek amerykański i sektor technologiczny. Oba te elementy – giełda w USA oraz spółki big tech – mają mocną pozycję w moim portfelu ofensywnym. Dlatego zdecydowałem się je ograniczyć w inwestowaniu emerytalnym.

Wyniki obu funduszy są praktycznie identyczne, więc nie chodziło o „wybór lepszego”, tylko o wybór bardziej dopasowanego do mojej strategii.
Ten ETF będzie stanowił fundament wzrostu portfela i będę go regularnie dokupował.
Akcje – porządkowanie, a nie rozbudowa
W części indywidualnych akcji również doszło do roszad. Moim założeniem jest skupiać się na zakupach ETF-u, ale część środków chcę wciąż przeznaczać na duże rosnące firmy z dobrymi perspektywami, w tym dywidendowe.

Pierwsza decyzja dotyczyła spółki InPost. To inwestycja, którą odziedziczyłem przed nakreśleniem strategii. Wcześniej działałem trochę po omacku i bez planu, kupując aktywa o różnym charakterze w ramach kont IKE i IKZE. InPost nie pasował do nowo obranej ścieżki.
Na tej pozycji byłem stratny 34%. I to jest dokładnie ten moment, w którym wielu inwestorów blokuje się decyzyjnie — bo sprzedaż oznacza realizację straty. Pogodziłem się już z tą myślą, ale w sukurs przyszedł mi zbieg okoliczności. W lutym konsorcjum czterech podmiotów: Rafał Brzoska, Advent, Grupa PPF oraz FedEx zapowiedziało, że w II kwartale 2026 roku ogłosi wezwanie na 100% akcji notowanych na giełdzie w Amsterdamie.
Kurs zaliczył ogromny wzrost w dwa dni, a ja sprzedałem jeden pakiet akcji i wyszedłem praktycznie na zero. Pozostały mi 82 akcje, które wystawię z sześcioprocentowym zyskiem, jak pojawi się wezwanie.

Druga sprzedaż dotyczyła spółki Text. W tym przypadku problemem nie była tylko jakość biznesu – firma zaliczyła mocną przecenę – ale też brak dopasowania do portfela. Spółkę sprzedałem bez żalu z 40% stratą – w przypadku tej inwestycji wyniosła ona niecałe 2 000 zł.

Obecnie mój kierunek jest dużo bardziej klarowny. Interesują mnie spółki o stabilnym modelu biznesowym, najlepiej wypłacające dywidendy, z ugruntowaną pozycją rynkową. Dlatego w portfelu zostają Budimex, Kruk i Mobruk.
Osobnym przypadkiem jest Orlen, akcje którego kupiłem w grudniu 2024 roku po 47 zł. Na dziś zaliczyłem na tej pozycji ponad 170% zysku. Dodatkowym impulsem była sytuacja geopolityczna i wojna w Iranie, która podbiła wyceny spółek energetycznych.

Z jednej strony wygląda to świetnie na papierze. Z drugiej — pojawia się coraz więcej ryzyk regulacyjnych i politycznych. Pojawiają się pomysły dodatkowego opodatkowania zysków Orlenu, które mogą wpłynąć na przyszłe wyniki spółki. To jest czynnik, którego nie da się łatwo wycenić.
Kusi mnie trzymać tę spółkę, bo stopa dywidendy przy 6 zł wypłaconych w zeszłym roku wyniosła 13%. Zdaję sobie jednak sprawę z cykliczności rynku energetycznego oraz z tego, że państwowy właściciel Orlenu rzadko, jeśli nie wcale, ma na myśli dobro inwestorów.

Podpowiedzcie w komentarzach, co zrobić — chętnie posłucham mądrzejszych od siebie.
Na koniec zostawiłem najnowszy i niemały nabytek w portfelu, czyli Dino. Giełda to nie wyłącznie analizy i fundamenty, ale również psychologia i emocje. I właśnie te ostatnie mocno zadziałały w tym przypadku.
Dino jest chyba znane wszystkim inwestorom w Polsce, interesującym się branżą handlową. To przykład spółki, która przez lata była jednym z ulubieńców rynku – szybki rozwój sieci, rosnące przychody i bardzo dobra egzekucja strategii.
Wyniki za 2025 rok nadal są solidne: wzrost przychodów o blisko 15%, EBITDA wyższa o prawie 10% i dalsza ekspansja – ponad 300 nowych sklepów w rok. Do tego ambitne plany na 2026 rok, gdzie spółka chce przyspieszyć tempo wzrostu sprzedaży i dalej rozwijać sieć.

Z drugiej strony widać, że rynek zaczął oczekiwać więcej. Marża EBITDA lekko spadła, a wyniki za czwarty kwartał rozminęły się z oczekiwaniami analityków. I to właśnie ten rozdźwięk między wysokimi oczekiwaniami a wynikami był jednym z powodów gwałtownej reakcji rynku.
Spadek kursu o 17% w jeden dzień nie bierze się znikąd. W tym przypadku oznaczał realny odpływ kapitału instytucjonalnego – sprzedano 25 milionów akcji. To pokazuje, że nawet najlepsze historie wzrostowe mają okresy, w których rynek zaczyna je weryfikować.

Ja zdecydowałem się wykorzystać ten moment i kupić akcje po spadku. Uważam, że biznes nadal ma solidne fundamenty i potencjał dalszego rozwoju, ale jednocześnie widzę ryzyka. Spółka ma problemy komunikacyjne z rynkiem, pojawiają się napięcia ze związkami zawodowymi i rośnie presja kosztowa.
Dałem się trochę ponieść emocjom, za co sobie teraz pluję w brodę. Nie kwestionuję zakupu Dino, ale kwotę, za którą to zrobiłem – po prostu za wysoką.

Dywersyfikacja na emeryturę
Na koniec kilka uwag na temat dywersyfikacji, która w tym portfelu jest dla mnie coraz ważniejsza. Wielu inwestorom – zwłaszcza początkującym – wydaje się, że wystarczy znaleźć jedną świetną spółkę i na niej zbudować wynik. W praktyce to rzadko działa.
Inwestowanie to gra prawdopodobieństw, nie pewników.
Warren Buffett powiedział kiedyś, że dywersyfikacja jest ochroną przed niewiedzą. I tylko osoba, która nie wie, co robi, doprowadza do nadmiernego rozproszenia kapitału. Zgadzam się z tym tylko częściowo.
Warren Buffett jest tylko jeden. A dla wszystkich innych inwestowanie all-in jest po prostu zbyt ryzykowne. Nie mamy takiej wiedzy, takiego kapitału i 80-ciu lat doświadczenia jak Buffett.
W naszym przypadku dywersyfikacja nie jest słabością. Jest zabezpieczeniem.
Nie chodzi o to, żeby mieć 40 spółek czy kilkanaście klas aktywów. Sam nie stronię od większych inwestycji w pojedyncze spółki. Chodzi o rozsądną strukturę, która ogranicza wpływ pojedynczego błędu.
Bo błędy są nieuniknione – kluczowe jest to, żeby jeden zły ruch nie zniszczył całego planu.
Gdzie jestem na drodze do 1 mln zł
Poprzedni odcinek w listopadzie kończyłem na poziomie 157 000 zł. Miałem 101 000 zł w akcjach i obligacjach oraz 56 000 zł gotówki.

Obecnie mój portfel to 172 500 zł – w tym 140 000 zł zainwestowane i reszta w gotówce na kontach IKZE.
Wzrost portfela wynika z kilku czynników: mocne wybicie na Orlenie, ograniczenie strat na akcjach InPostu, rosnące pozostałe spółki oraz konsekwentne zyski z obligacji. Nie dokonałem w tym czasie żadnej wpłaty.

To nadal początek drogi do miliona, ale coraz większą rolę zaczyna odgrywać rynek. I dokładnie o to chodzi w tym procesie.
Napisz w komentarzu, na jakim etapie inwestycji emerytalnych jesteś.






