Które obligacje skarbowe warto kupić pod koniec 2026 roku? Jeszcze kilka miesięcy temu wiele wskazywało na dalszy spadek inflacji i stóp procentowych. Tymczasem według ostatnich danych inflacja ponownie osiągnęła 4%, a wybór obligacji zrobił się znacznie ciekawszy.
W dzisiejszym wpisie porównamy aktualną ofertę, zobaczymy, jak wygląda mój portfel obligacyjny i policzymy, ile może zarobić 10 tysięcy złotych przy różnych założeniach dotyczących inflacji.
Co zmieniło się od czerwca?
Kiedy w czerwcu analizowałem obligacje skarbowe, inflacja wyraźnie spadała i wiele wskazywało na to, że w kolejnych kwartałach będzie stopniowo zbliżała się do celu Narodowego Banku Polskiego. Dzisiaj ten scenariusz wciąż jest możliwy, ale pojawiło się więcej niepewności.
Według szybkiego szacunku GUS inflacja we wrześniu wyniosła 4% rok do roku, a tylko w ciągu miesiąca ceny wzrosły o 0,7%. Jeden wyższy odczyt nie oznacza jeszcze zmiany trendu, ale pokazuje, że powrót inflacji do celu NBP wynoszącego 2,5% nie musi być szybki i przebiegać po prostej linii.
Podobną ostrożność widać za granicą. We wrześniu amerykański Fed po raz pierwszy od 2023 roku podniósł stopy procentowe o 25 punktów bazowych, do przedziału 3,75–4%. Jednocześnie projekcje w USA nadal zakładają stopniowy spadek inflacji z 3,7% w 2026 roku do 2,3% w 2027 i 2,1% w 2028 roku.
I właśnie to jest dzisiaj najciekawsze z punktu widzenia obligacji. Bazowym scenariuszem pozostaje stopniowy spadek inflacji, ale ryzyko, że pozostanie ona wyżej przez dłuższy czas, nie zniknęło. Jesteśmy świadkami wielu globalnych napięć geopolitycznych, konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie wciąż trwa, a rosnące ceny nośników energii wpływają na ceny wszystkich towarów i usług. Tymczasem oprocentowanie polskich obligacji detalicznych od czerwca pozostało bez zmian.
Ma to znaczenie szczególnie przy obligacjach ze stałym oprocentowaniem. Im wyższa inflacja, tym niższy jest ich realny zysk, ponieważ oprocentowanie pozostaje bez zmian. Z kolei obligacje indeksowane inflacją po pierwszym roku dostosowują oprocentowanie do wzrostu cen, dlatego przy utrzymującej się wyższej inflacji mogą wyglądać coraz atrakcyjniej. Ile oszczędzać, żeby nie pracować po 60-tce?
Mój portfel obligacyjny
Zanim przejdziemy do całej oferty, zobaczmy, jak w tym otoczeniu wygląda mój własny portfel.
Pierwsza pozycja to 50 tysięcy złotych ulokowane w rodzinnych obligacjach ROD, które kupiłem w październiku ubiegłego roku. Dzisiaj ich wartość osiągnęła 52 900 złotych. Mój zysk to 5,8%.

Te pieniądze traktuję jako część kapitału budowanego z myślą o emeryturze. ROD-y są obligacjami dwunastoletnimi, a po pierwszym roku ich oprocentowanie zależy od inflacji powiększonej o marżę. W obecnej emisji wynosi ona 2,5 punktu procentowego ponad inflację.
Dodatkowo, w ramach Portfela 800+ mojej córki, regularnie kupuję za 400 złotych dziesięcioletnie obligacje EDO. Do tej pory do tego projektu wpłaciłem 6 tysięcy złotych, a ich obecna wartość wynosi 6 222 złote. Pełny portfel 800+ znajdziesz tutaj.

W obu przypadkach mówimy o inwestycjach na wiele lat, dlatego krótkoterminowe zmiany inflacji czy stóp procentowych mają dla mnie mniejsze znaczenie. W ROD-ach świadomie wybieram długi termin w zamian za wysoką marżę ponad inflację. W EDO z kolei regularnie dokonuję zakupów, niezależnie od tego, jak w danym miesiącu wygląda sytuacja na rynku.
Aktualna oferta obligacji
Sprawdźmy teraz aktualną ofertę obligacji, na które patrzę najczęściej przez pryzmat płynności. Obligacje krótkoterminowe mogą służyć przede wszystkim do przechowywania kapitału, a te kilku- czy kilkunastoletnie przeznaczone są raczej do długoterminowego oszczędzania.
Najkrótsze są obligacje trzymiesięczne OTS z oprocentowaniem 2% w skali roku. Przy tak krótkim terminie trudno traktować je jako sposób na budowanie kapitału. Mogą mieć natomiast zastosowanie, jeżeli chcemy ulokować pieniądze tylko na kilka miesięcy i zależy nam przede wszystkim na bezpieczeństwie.

Roczne ROR i dwuletnie DOR dają dzisiaj odpowiednio 4% i 4,15% w pierwszym miesiącu. Później ich oprocentowanie zmienia się razem ze stopą referencyjną NBP. Oznacza to, że jeżeli stopy w Polsce będą dalej spadały, oprocentowanie tych obligacji również będzie stopniowo malało.
Na ich tle interesująco wyglądają obligacje trzyletnie TOS. W tym miejscu możemy dzisiaj zagwarantować sobie 4,40% na całe trzy lata, niezależnie od tego, co w tym czasie stanie się ze stopami procentowymi. Odsetki są dodatkowo co roku kapitalizowane, więc już w momencie zakupu możemy dość dokładnie policzyć końcowy wynik inwestycji.
Alternatywą są czteroletnie COI. W pierwszym roku otrzymujemy 4,75%, a później oprocentowanie wynosi 1,5% powiększone o inflację. To rozwiązanie dla kogoś, kto nadal chce zabezpieczyć kapitał przed wyższymi cenami, ale nie ma zamiaru zamrozić gotówki na 10 lat.
Przy długoterminowym oszczędzaniu można wybrać kilka wariantów. Mamy przede wszystkim EDO, które dają 5,35% w pierwszym roku, a następnie 2-procentowa marża jest powiększana o inflację. Do tego dochodzi również szalenie ważna kapitalizacja odsetek, która przy dziesięcioletnim okresie zaczyna mieć naprawdę duże znaczenie.
Rodzice pobierający świadczenie 800+ mogą z kolei zainwestować w obligacje ROS i ROD. Szczególnie interesujące są dla mnie ROD-y, ponieważ po pierwszym roku oferują inflację plus 2,5 punktu procentowego. To najwyższa marża ponad inflację w całej ofercie i właśnie dlatego sam wykorzystuję je jako część kapitału budowanego z myślą o emeryturze.
Jeżeli pieniądze mają pozostać stosunkowo łatwo dostępne i traktujemy obligacje przede wszystkim jako bezpieczne miejsce dla gotówki, mamy do wyboru OTS, ROR i DOR. Nie oczekiwałbym tutaj najwyższych zysków, bo są one swoistą przechowalnią dla pieniędzy.
EDO i ROD traktowałbym natomiast przede wszystkim jako narzędzia do długofalowego budowania kapitału. Tutaj nie chodzi już tylko o oprocentowanie w pierwszym roku. Ważniejsza staje się marża ponad inflację, kapitalizacja odsetek i możliwość utrzymania takiej konstrukcji przez wiele lat.
Ile zarobi 10 000 zł?
A teraz sprawdźmy, jak te różnice przekładają się na konkretne pieniądze. Przyjmijmy założenie, że w obligacje lokujesz 10 tysięcy złotych, a inflacja osiągnie poziom celu NBP, czyli 2,5%.
Wyniki pokazują przede wszystkim, jak różne zadania mogą pełnić poszczególne obligacje. Przy najkrótszych terminach potencjalny zysk jest niewielki, ale też nie po to wybiera się te instrumenty.
W przypadku trzymiesięcznych OTS z 10 tysięcy złotych zarobimy 40 złotych. Przy obligacjach rocznych zysk rośnie do 324 złotych, a przy dwuletnich do 672 złotych. Nadal jednak główną zaletą tych obligacji pozostaje stosunkowo krótki okres inwestycji i większa elastyczność.

Znacznie ciekawsze porównanie zaczyna się przy TOS i COI. Trzyletnie TOS przynoszą 1117 złotych zysku, natomiast czteroletnie COI 1478 złotych. Mimo dodatkowego roku różnica pomiędzy nimi nie jest szczególnie duża.
Wynika to między innymi z odmiennego sposobu naliczania odsetek. W TOS odsetki są kapitalizowane, więc powiększają kapitał i w kolejnych okresach również zaczynają pracować. W COI są natomiast wypłacane co roku. Dostajemy więc regularnie pieniądze na konto, ale nie korzystamy w takim samym stopniu z efektu procentu składanego.
To dobrze pokazuje, że sama długość inwestycji nie przesądza jeszcze o jej wyniku. Liczy się również konstrukcja obligacji: sposób naliczania odsetek, ich kapitalizacja oraz wysokość marży.

Największe zyski pojawiają się oczywiście przy najdłuższych obligacjach. Przy EDO i ROD 10 tysięcy złotych może wypracować od 5 tysięcy do ponad 7 tysięcy złotych zysku netto. W przypadku najdłuższych obligacji oznacza to wzrost wartości inwestycji o ponad połowę względem początkowego kapitału.
Inflacja 4%
Ale zróbmy jeszcze jedno porównanie. Do tej pory zakładaliśmy stopniowy powrót inflacji w okolice celu NBP. A co, jeśli ostatni odczyt nie okaże się tylko chwilowym odbiciem i inflacja przez kolejne lata pozostanie na poziomie 4%?
Żeby to sprawdzić, porównajmy trzy obligacje: TOS, COI i EDO. Tym razem każdej dajemy dokładnie tyle samo czasu na pracę — trzy lata. Inwestujemy po 10 tysięcy złotych, a w przypadku COI i EDO po trzech latach dokonujemy wcześniejszego wykupu i uwzględniamy związane z tym opłaty.
W obligacjach TOS nic się nie zmienia. Oprocentowanie jest zagwarantowane na całe trzy lata, więc niezależnie od poziomu inflacji kończymy z zyskiem 1117 złotych. To właśnie największa zaleta stałego oprocentowania — wynik znamy praktycznie już w momencie zakupu.
Znacznie ciekawiej robi się przy obligacjach indeksowanych inflacją. Przy założeniu inflacji na poziomie 4% COI po trzech latach dałyby 1076 złotych zysku. Mimo wyższej inflacji wynik pozostaje nieco niższy niż w TOS. Wpływa na to brak kapitalizacji odsetek oraz opłata za wcześniejszy wykup.

Najlepiej w takim scenariuszu wypadają EDO, z wynikiem 1245 złotych netto. Tutaj wyższa inflacja działa już wyraźniej na korzyść inwestora, a dodatkowym wsparciem jest kapitalizacja odsetek. Co ciekawe, EDO osiągają najlepszy wynik nawet pomimo uwzględnienia kosztu wcześniejszego wykupu po trzech latach.
Ryzyko w obligacjach
Na koniec zwróciłbym uwagę na jeszcze jedną rzecz. Obligacje skarbowe często traktujemy po prostu jako bezpieczną część portfela. I rzeczywiście, pod względem ryzyka utraty nominalnego kapitału są zupełnie innym instrumentem niż akcje. Ale bezpieczeństwo nie oznacza, że każda decyzja dotycząca obligacji jest równie dobra.
Jednym z największych ryzyk jest utrata siły nabywczej pieniędzy. Jeżeli przez kilka lat otrzymujemy oprocentowanie niższe od inflacji, nominalnie mamy więcej złotych, ale realnie nasz kapitał może być wart mniej. Właśnie dlatego dzisiejszy powrót inflacji w okolice 4% jest istotny również dla posiadaczy obligacji.
Drugim ryzykiem jest reinwestycja. Krótkie obligacje dają dużą elastyczność, ale po kilku miesiącach czy roku pieniądze do nas wracają i musimy ponownie zdecydować, gdzie je ulokować. Jeżeli w międzyczasie stopy procentowe mocno spadną, kolejna inwestycja może już oferować znacznie gorsze warunki.
I działa to również w drugą stronę. Kupując obligacje ze stałym oprocentowaniem na kilka lat, eliminujemy ryzyko spadku oprocentowania, ale jednocześnie rezygnujemy z możliwości skorzystania z jego wzrostu. Nie ma więc obligacji pozbawionych wad.
Dlatego bezpieczeństwa obligacji nie oceniałbym wyłącznie przez pytanie, czy odzyskam swoje 10 tysięcy złotych. Ważniejsze jest to, jaką siłę nabywczą będzie miało te 10 tysięcy złotych wraz z odsetkami i czy konstrukcja inwestycji odpowiada temu, do czego ten kapitał ma mi służyć.
I moim zdaniem właśnie w ten sposób warto patrzeć na obligacje pod koniec 2026 roku.







