Prawdopodobnie słyszałeś większość z tych opinii wiele razy. Często brzmią rozsądnie, powtarzają je rodzice, znajomi, a czasem nawet doradcy finansowi. W rzeczywistości to mity, które opóźniają budowanie majątku bardzo wielu osobom — być może również Tobie.
Poniżej rozprawiam się z 7 najczęstszymi mitami o pieniądzach i budowaniu majątku. Sprawdź, w które z nich sam jeszcze wierzysz. Sprawdź mój wpis o budowaniu portfela 1 mln zł.
Mit 1 — Żeby inwestować, trzeba dużo zarabiać
Żeby inwestować, trzeba dużo zarabiać. Ten mit słyszę chyba najczęściej ze wszystkich i rozumiem dlaczego. W mediach społecznościowych widzimy głównie ludzi, którzy albo zarabiają kokosy, albo już mają zbudowany spory kapitał. Łatwo wtedy pomyśleć, że inwestowanie zaczyna się dopiero od wysokiej pensji, a przy przeciętnych zarobkach i tak nie ma szans na sukces.
Tymczasem w praktyce liczy się nie to, ile zarabiasz, tylko jaki procent dochodu regularnie zamieniasz w kapitał — innymi słowy Twoja stopa oszczędności. Ktoś zarabiający 4 tysiące złotych i konsekwentnie odkładający 10% pensji, czyli 400 złotych miesięcznie, przy średniej stopie zwrotu na poziomie 8% rocznie zgromadzi po 20 latach 236 tysięcy złotych.

Wpłaty własne po drodze wyniosą 96 tysięcy, a reszta to zysk. Gdyby ta sama osoba zaczęła zarabiać dwa razy więcej, ale z powodu większych wydatków wciąż odkładała tylko 400 złotych, jej stopa oszczędności by spadła.
Wysokie zarobki ułatwiają budowanie majątku, to prawda — łatwiej odkładać więcej, kiedy zarabiasz więcej. Ale nie są warunkiem koniecznym. Inwestowanie nawet niewielkich kwot ma ogromny sens. Prawdziwym zagrożeniem nie jest zbyt mała kwota na start, tylko bezczynność — czekając z założonymi rękami, inflacja co roku zjada Twoje oszczędności.
Mit 2 — Inwestowanie jest tylko dla ekspertów
Drugi mit to wymówka, która brzmi bardzo przekonująco. Wyobrażenie inwestora, który codziennie analizuje wykresy, śledzi raporty spółek i przewiduje ruchy rynku, skutecznie zniechęca wiele osób, zanim w ogóle spróbują zainwestować pierwszą złotówkę.
Dodatkowo w internecie roi się od sprzecznych opinii — jeden ekspert poleca spółki technologiczne, drugi ostrzega przed bańką, trzeci namawia na złoto. Skoro nawet zawodowi analitycy nie potrafią się zgodzić co do tego, co kupować, łatwo dojść do wniosku, że inwestowanie jest zbyt skomplikowane dla przeciętnej osoby.
W praktyce budowa prostego portfela inwestycyjnego nie wymaga eksperckiej wiedzy. Fundusz ETF na szeroki indeks akcji, na przykład globalny lub śledzący 500 największych amerykańskich firm, daje Ci jedną transakcją ekspozycję na największe spółki świata. Nie musisz wiedzieć, która z nich będzie liderem kolejnej dekady — kupujesz cały rynek naraz.
Dodatkowo konta emerytalne IKE i IKZE dają realne korzyści podatkowe bez konieczności posiadania eksperckiej wiedzy inwestycyjnej, a ich założenie zajmuje jedno popołudnie. Jeśli ustawisz automatyczne, regularne zlecenia zakupu, cały proces może działać właściwie bez Twojego bieżącego zaangażowania.
Ekspercka wiedza pomaga, jeśli chcesz wybierać pojedyncze spółki i próbować pokonać rynek. Nie jest Ci potrzebna, żeby zacząć budować majątek. Potrzebny jest prosty plan i konsekwencja w jego realizowaniu. Wiedza przyjdzie z czasem.
Mit 3 — Każdy dług to zło
Trzeci mit dotyczy długów.
Chwilówka czy karta kredytowa oprocentowana na 20% rocznie to jedna sprawa — taki dług trzeba spłacać priorytetowo, bo żadna inwestycja nie da Ci porównywalnie pewnego zysku. Ale kredyt hipoteczny to zupełnie inna kategoria, z dwóch powodów.
Po pierwsze, inflacja działa na korzyść kredytobiorcy, a nie przeciwko niemu. Kredyt hipoteczny to konkretna kwota zapisana w umowie z bankiem — powiedzmy 400 tysięcy złotych. Ale wszystko dookoła rośnie: ceny w sklepach, Twoja pensja, wartość samej nieruchomości. Więc chociaż nominalnie wciąż jesteś winny bankowi określoną kwotę, to w relacji do rosnącej gospodarki i zwykle rosnącej pensji ten dług z każdym rokiem robi się relatywnie lżejszy do spłacenia. Inflacja zmniejsza realny ciężar długu.

Po drugie, kredyt hipoteczny zwykle kosztuje mniej, niż możesz zarobić, inwestując zamiast go nadpłacać. Dziś w Polsce taki kredyt to koszt około 5,5% rocznie. Szeroki rynek akcji w długim terminie historycznie dawał średnio około 8% rocznie. Skoro potencjalny zysk z inwestowania jest wyższy niż koszt kredytu, matematyka może przemawiać za inwestowaniem nadwyżki zamiast przeznaczania każdej wolnej złotówki na nadpłatę.
To nie znaczy, że masz specjalnie zaciągać kredyty, żeby inwestować. Chodzi o coś prostszego: nie każdy dług jest sobie równy, a tani, długoterminowy kredyt hipoteczny wcale nie musi być Twoim wrogiem.
Mit 4 — Mam czas
Czwarty mit jest szczególnie kosztowny, bo dotyczy zasobu, którego nie da się odzyskać — czasu. Ludzie odkładają moment, w którym zaczynają porządkować swoje finanse lub inwestować, czekając na lepszy moment: wyższą pensję, spokojniejszy rynek czy koniec jakiegoś kryzysu. Problem w tym, że taki idealny moment praktycznie nigdy nie nadchodzi.
Wyobraź sobie dwie osoby. Obie inwestują dokładnie po 300 złotych miesięcznie przy średniej stopie zwrotu 8% rocznie i obie kończą inwestowanie w wieku 60 lat.
Kasia zaczyna wcześnie, w wieku 25 lat, więc inwestuje przez 35 lat. W tym czasie wpłaca łącznie 126 tysięcy złotych, a jej portfel rośnie do 688 tysięcy złotych.
Marek zaczyna dwadzieścia lat później, w wieku 45 lat, i na inwestowanie ma tylko 15 lat. Wpłaca łącznie 54 tysiące złotych, a jego portfel rośnie do 104 tysięcy złotych.

Własne wpłaty Kasi są o 72 tysiące złotych większe niż Marka. Ale jej portfel na koniec jest wart ponad sześciokrotnie więcej. To najlepszy dowód na to, że w inwestowaniu czas pracuje mocniej niż sama wpłacona kwota.
Mit 5 — Nieruchomości zawsze są najlepszą inwestycją
Piąty mit bazuje na założeniu, że nieruchomości ze względu na swój charakter są najlepszą z możliwych inwestycji. Sprawdźmy, czy rzeczywiście tak jest.
Sam zrobiłem niedawno dokładne porównanie na własnych, prawdziwych danych. Mieszkanie z wielkiej płyty w Warszawie, kupione w mojej rodzinie w 2005 roku za 198 tysięcy złotych, po 20 latach — licząc razem wzrost wartości i przychód z najmu — dostarczyło wartość prawie 1,5 miliona złotych. To średnio 8,7% rocznie, czyli wynik porównywalny, a nawet lepszy, niż dałby w tym samym okresie globalny ETF na akcje.
Nie mam zatem na myśli, że nieruchomości to zła inwestycja. Chodzi o to, że taki wynik nie jest gwarantowany na przyszłość — i to nie przez przypadek, tylko przez zmiany, które dopiero się zaczynają.
Polska wchodzi w okres wyraźnych turbulencji demograficznych. Liczba ludności spada, a społeczeństwo się starzeje. To oznacza, że popyt na mieszkania — zarówno na zakup, jak i na wynajem — nie będzie rósł równomiernie w całym kraju.

W dużych, rozwijających się ośrodkach — mam tu na myśli Warszawę, Kraków czy Trójmiasto — popyt prawdopodobnie się utrzyma. Ale kupowanie mieszkania z myślą o zarabianiu na jego wynajmie w Białymstoku, Rzeszowie czy Zielonej Górze uważam za znacznie bardziej ryzykowne.
To, czy dane mieszkanie okaże się dobrą inwestycją — nawet w Warszawie — będzie coraz mocniej zależeć od wielu czynników: lokalizacji, standardu i powierzchni. Błędy z tym związane mogą kosztować więcej niż w czasie hossy na rynku nieruchomości w ostatnich dwóch dekadach.
Mit 6 — Dywidendy to dodatkowy, darmowy zysk
Szósty mit ma w sobie sporo prawdy i właśnie dlatego jest tak mylący.
Kiedy spółka wypłaca dywidendę, kurs jej akcji spada o wartość tej wypłaty. Dzieje się tak dlatego, że wraz z wypłatą z firmy fizycznie wypływa gotówka, więc sama spółka jest po prostu warta mniej.
Jeśli akcja jest warta 100 złotych, a spółka wypłaca 5 złotych dywidendy, po wypłacie kurs spada do 95 złotych. Masz wtedy akcję wartą 95 złotych i 5 złotych gotówki na koncie. Razem wciąż 100 złotych. Zmieniła się forma tego, co posiadasz, a nie łączna wartość Twojej inwestycji.

Co więcej, dywidenda jest opodatkowana w momencie wypłaty — czy chcesz, czy nie, fiskus pobiera 19% podatku Belki. Tymczasem wzrost wartości akcji, dopóki nie zrealizujesz zysku, opodatkowany nie jest. Innymi słowy, dywidenda potrafi być mniej korzystna podatkowo niż dokładnie ten sam zysk osiągnięty przez wzrost kursu.
W moim portfelu emerytalnym w ostatnim roku otrzymałem łącznie 4300 złotych z dywidend — i to naprawdę przyjemne uczucie, kiedy portfel zaczyna generować konkretną gotówkę. Ale traktowanie dywidendy jak premii ponad zwykły zysk z inwestycji to błąd, który może skłonić Cię do wybierania spółek wyłącznie ze względu na wysoką stopę dywidendy, bez patrzenia na kondycję samego biznesu.

Co więcej, historycznie to właśnie wzrost kursu akcji, a nie same dywidendy, odpowiadał za większość długoterminowych zysków na rynkach. Spółki, które zamiast wypłacać zyski akcjonariuszom, reinwestują je w rozwój biznesu albo skupują własne akcje, często rosną szybciej niż te skoncentrowane na regularnej dywidendzie. Kapitał zostaje w firmie i dalej na siebie pracuje, zamiast od razu trafiać na Twoje konto, gdzie zostaje opodatkowany.
Mit 7 — Kryzys to zły moment na inwestowanie
Siódmy mit działa dokładnie odwrotnie, niż większość ludzi myśli.
Kiedy na rynkach robi się nerwowo, naturalnym odruchem jest wstrzymanie się z inwestowaniem albo wycofanie środków. To zresztą naturalna reakcja, bo straty psychologicznie bolą nas mocniej, niż cieszą porównywalne zyski. Jednak historycznie to właśnie największe kryzysy okazywały się jednymi z najlepszych momentów na inwestowanie.
Podczas krachu covidowego w marcu 2020 roku amerykański rynek akcji spadł o ponad 30% w ciągu zaledwie kilku tygodni. Kto wtedy w panice sprzedawał akcje, zamroził tę stratę na stałe. Kto kontynuował regularne wpłaty, już niecałe pół roku później odrobił większość strat, a kto miał odwagę dokupić więcej w dołku, zarobił na tym odbiciu najwięcej.

Kryzys jest złym momentem na sprzedawanie w panice dobrych akcji. Nie jest natomiast złym momentem na pozostanie na rynku i korzystanie z okazji, żeby kupić najlepsze ETF-y lub spółki po obniżonych cenach.
Mity finansowe kosztują najwięcej wtedy, gdy wierzymy w nie bezrefleksyjnie. Część z nich brzmi bardzo rozsądnie i właśnie dlatego tak łatwo wpływają na nasze decyzje.







